Oj grudniu, tak ci spieszno, że mnie gdzieś niedługo zgubisz...
Od kilku dni wisi nam nad głowami Kalendarz Adwentowy, troszkę się obawiałam, czy Maurycy pojmie ideę tego przedsięwzięcia, okazuje się, że zupełnie nie potrzebnie, choć pracujemy jeszcze nad równaniem:
1 dzień = jedna "tolebecka" - sprzeciw jest ( "jeście tolebecke, plosiem" :)
Byłam dumna gdy - gość który nas odwiedził - zapytał: : "a co tam wisi?" (gość wiekowy - wybaczyć można)
na co Maurycy - z pewnością w głosie:
- "Kalendazz Nasss"
Tego dnia kiedy "zawisł" Kalendarz - udało nam się jeszcze napisać wspólnie lis do Św. Mikołaja - tzn. ja byłam sekretarko - malarką i przenosiłam na papier myśli syna mego (te pierwsze myśli... bo z czasem się zaczęły dziwnie mnożyć....:))
A wiec Mikolaju Sienty - plosimy O:
"Knioski" mogą być jutro - reszta pod choinką...
No to by było na tyle...
To mówiłem ja - Malycy
Aaaaa i pynieś Mamie, Tacie, Babci i Dziadzi - "Jegarek" (zegarek)
(???? nie zawsze rozumiem moje dziecko)
No, a Mamo zachodź w głowę skąd tu "tolty" i "Nosy Rudolfy" ...








