wtorek, 7 kwietnia 2015

zas - KIC -any


Gdzieś około czwartku powstało realne zagrożenie, że zajączek przykica w tym roku na mikołaju...bo ten większą wprawę mam w śnieżnych eskapadach... na szczęście się nie spotkali - wiadomo jeden lubi marchewkę drugi preferuje ciasteczka z mlekiem...my postawiliśmy na marchewkę- jak widać opłaciło się!

















SLOW DOWN...

Nie pamiętam kiedy tyle czasu spędziłam w kuchni… wróć, nigdy!… ale w swojej to zupełnie inny „ból”…
Miło jest gościć…
Miło jest mieć pełen dom bliskich…
Miło jest mieć dom…
Z roku na rok zwalniam, nie,  nie planuje wykolejenia, to takie świadome zwalnianie... spowodowane tym, że to co jeszcze 5 lat temu wydawało się niedorzeczne i odrzucane, dziś wraca do głowy i już nie protestuje w myślach a za lat trzy pewnie i z moich ust padnie jako dobra rada...

Ostatni czas pokazał mi siłę przemijania, wszystkiego bez wyjątku...świat się na chwilę nawet nie zatrzyma, a jeśli nam się tak wydaje - to tylko złudzenie, za to my możemy - możemy zwolnic, spojrzeć w mapę i sprawdzić czy oby na pewno nie pobłądziliśmy...

– Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść? – mówiła dalej.
– To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść – odparł Kot-Dziwak.– Właściwie wszystko mi jedno. – W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz.– Chciałabym tylko dostać się dokądś – dodała Alicja w formie wyjaśnienia– Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo.

/Alicja w Krainie Czarów Lewisa Carrolla/























czwartek, 2 kwietnia 2015

„ELZA WRÓCIŁA..."



Takimi słowami powitaliśmy dziś nowy dzień…
Ja rozumiem, że celebryci, że ścianka - żeby nie zejść z afisza  - ale, że  kreskówki w tym wyścigu biorą także udział - to już mi było obce…

W każdym razie wróciła - „pewnie czegoś zapomniała…” (cyt. Maurycka)

A tak serio, serio to ja już się pozbyłam grubaśnych okryć, śniegowce powynosiłam a tu od kilku godzin kątem oka spoglądam jak biały puch sypie się z nieba…grubo się sypie i przestać nie zamierza…

Mąż się upiera, że makowca chce piec na święta - pierwszy raz, takiego zwijanego -  to może już mu nie będę tłumaczyć, że to nie te święta, bo w sumie…argumenty jakoś wyparowały…

I jeszcze tak sobie pisząc te słowa pomyślałam, że skoro zbliżające się święta to czas oczekiwania i nadziei - to może i aura weszła w układ z ideologią i na próbę wystawia nas co?

Właściwie to tyle - bo z życzeniami to jak co roku jeszcze przyjdę :)

I na dowód że była prawie wiosna:

Z radości aż po-hula-liśmy:




 Do przedszkola chodziliśmy lżejsi:




 
Przeziębienie zaliczyliśmy (ja)
A to babeczka na poprawę humoru i zdrowia:

"Plosiem mam o, poczujesz się lepiej..."
"A właściwie dlaczego nie jesz?..."


Słońce sprawiło, że niektórzy się otworzyli:





Inni natomiast narzekali, że razi ich w oczy:


Ale, każdy bez wyjątku pomyślał o zmianie garderoby:

 



Kurczaki, a tak pięknie było w zeszłym roku (klik)

I jak myć te okna, czy nie myć?

P.S. Wyprzedażowy post już przygotowany zaraz po świętach ruszamy…

piątek, 20 marca 2015

PIERWSZE WIDZĘ!



Dziś o pierwszej reakcji….bo mamy ją w kadrze!

Od samego początku pokój Maurycka był tym,  co do którego miałam najmniej wątpliwości, wiedzieliśmy gdzie będzie stało łóżko, gdzie będzie szafa…Maurycy przyjeżdżając jeszcze na „plac budowy” sam oprowadzał wycieczki z komentarzem - „a tu będzie moje łóżko”….i choć do dziś przychodzi do nas w nocy…to „mamo pięknie tu mam” - wystarczy za wszystkie komplementy świata ;)

Tego dnia zrobiłam chyba z 300% normy (co widać na zdjęciach) ale plan był dobry i z pomocą najbliższych udało się tą noc spędzić już w nowym domu.

Maurycka przywieźliśmy o jakiejś 21 - otworzyliśmy drzwi i …













 

W kolejnych odsłonach pokażemy całość i to co już się zmieniło, tak, tak - wpadają nam do głowy jeszcze nowe pomysły i inspiracje, więc robimy przymiarki, sprawdzamy czy pasuje i często tak już zostaje….radocha dla oka niesamowita :)